Bo wezmę pasa!
Kiedyś nasz kraj był najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym. Dzisiaj wyróżniamy się w Unii Europejskiej. Potrafimy kapitalnie gadać na jakiś temat, rozpalać święty ogień oburzenia, nadymać się do niebotycznych rozmiarów. Nie potrafimy zrobić, żeby było normalnie.
Uśmiałem się ostatnio z dyskusji o biciu dzieci. Powstała na tle straszliwych przypadków maltretowania. I jak to u nas. Zamiast zastanowić się jak reagować, kiedy dzieje się coś złego, ktoś wpadł na pomysł by sądownie zakazać bicia. OK. Jeśli bicia to i klapsa. Jeśli klapsa to i zapowiedź (bo wezmę pasa!) może być groźbą karalną. Jak znam nasz dziwny kraj, to niedługo jedna babcia złoży na drugą doniesienie, bo widziała jak w parku tamta pacnęła wnuczka, który właził na drzewo, mimo zakazu. Teraz każdy ma komórkę więc babcia zadzwoni. Policja będzie musiała wszcząć akcję. Przesłuchania, protokoły itd. A tymczasem dwie ulice dalej w jakiejś melinie nawaleni rodziciele będą tłukli swoje liczne i spłodzone w pijackim widzie potomstwo. O tym nikt się nie dowie, bo: 1. dzielnicowy jest sam, a ma wielki teren ; 2. sąsiedzi się boją; 3. jak do tego mieszkania przyszła opieka społeczna to ,,było schludnie, czysto, dzieci zadowolone, rodzice trzeźwi”; 4. nie było zgłoszenia, a jak nie ma, to skąd policja ma o tym wiedzieć?
Nie ukrywam, że zdarzyło mi się pacnąć moje dzieciaki. Były to bardzo sporadyczne i wyjątkowe przypadki. I wcale się tego nie wstydzę, mimo iż boleję, że zabrakło mi argumentów. Dziś tych, którzy się do tego przyznają uważa się za wsteczników. Napuszeni dyskutanci mają usta pełne frazesów, że nigdy, że zawsze były rozmowy i argumenty aż młody zrozumiał. Akurat. Ostatnio słyszałem wypowiedź pewnego znanego polityka, który mówił że on nigdy i wcale. Tymczasem mój redakcyjny kolega widział w zeszłym roku na plaży jak ów polityk strzelił swego syna w tyłek. Czemu? Bo gówniarz właził do wody mimo zakazu…

