Być kobietą…
To już godziny. O meczu z Niemcami mówią wszyscy, od tego zaczynają się wszystkie audycje radiowe i telewizyjne, nawet te, które z futbolem nie mają wiele wspólnego. Zobaczymy jak to będzie.
Spędziłem w sobotę sześć godzin na obradach Lubuskiego Związku Piłki Nożnej. W sumie jestem rozczarowany. Jeżdżę po stadionach, gadam z działaczami i piłkarzami. Często słyszę narzekania. Teraz kiedy była okazja wygarnąć co się myśli, praktycznie odważył się jeden. Reszta siedziała jak zaklęta. Sala ożywiła się najbardziej kiedy gadano o sprawach proceduralnych, na przykład o tym z jakiego klucza wybierać kandydatów na kolejny zjazd. Kłócono się czy to dobrze, że z najmniejszych klubów ma być jeden przestwiaciel na cztery, a piłka halowa desygnuje tylko dwóch itd. Padło też stwierdzenie: ,, nawet lesbijki i gele mają większe prawa w Polsce, niż sędziowie w organizacji”.To był najdziwniejszy tekst jaki ostatnio słyszałem. Rozumiem, że wypawiadający te słowa działacz uważa, że lesbijki i geje to jakiś podgatunek, który tylko dzięki przychylności pozostałych, ma takie same prawa jak wszyscy. Pogratulować… A co byłoby gdyby do organizacji zgłosił się kandydat, zrobił kurs, zdał celująco, ale kiedy już miał jechać na pierwszy mecz oświadczył, że jest gejem i chce żeby o tym wiedziano. Ale byłaby panika w Kolegium Sedziów, co?
Najtrudniej wybrnąć z problemów tym organizacjom, które są nieco skostniałe i nie potrafią wyskoczyć poza utarte i objeżdżone tory. Opowiadano mi jak kiedyś, w stanie wojennym, do wojska powołano nagle faceta, który miał już służbę dawno zaliczoną i nie miał ochoty tam wracać. Co zrobił? Napisał prośbę do dowódcy jednostki o… zmianę płci. Napisał, że czuję się w sumie kobietą, zawsze to w nim tkwiło, ma dziwne napady czsem maluje sobie paznkcie, zakłada figi i stanik. Miał właśnie zgłosić się do lekarza z tym problemem, kiedy nastał stan wojenny, a jego znów powołano. Oczywiście on chce służyć ojczyźnie, ale skoro teraz podlega władzom wojskowym, to prosi by to one załatwiły problem. Zgodnie z procedurą i drogą służbową oddał pismo kapralowi na kompanii, ten oficerowi, tamten dowódcy jednostki. Szef zawiadomił włądze wojskowe.
Te zgłupiały. Miały w przepisach prośbę o zapomogę, urlop z uwagi na opiekę nad członkiem rodziny (żoną, dzieckiem, matką), skierowanie na badania (wrzody, kregosłup, głowa i co tam jeszcze), ale zmiana płci? Tego jeszcze nie było. Pomyślały. I podjęły decyzję. Nie będziemy w ludowym wojsku trzymać odszczepieńców i transwestytów powiedziały i w trybie natychmiastowym zwolniły gościa. W sumie był w jednostce ponad tydzień. Płci oczywiście nie zmienił. Czemu przypomniałem te historyjkę? Mam nadzieję że lubuski związek nie jest taki skostniały jak władze wojskowe w stanie wojennym… Obym się nie mylił

