Kurz już opadł…
Kończy się niedziela. W sumie dla nas dziennikarzy to taki sam dzień pracy jak każdy inny. Jestem nieco zmęczony, bo wczorajszy wieczór, wraz z żoną spędziliśmy w bardzo miłym towarzystwie naszych przyjaciół. Gadaliśmy sobie, coś tam wypiliśmy. W kącie mruczał telewizor i cały czas miałem na nasłuchu mecz Grecja – Rosja. W sumie było mi obojętne kto wygra. Padło na Rosjan, też dobrze. Dziś od rana radio trzeszczało od polityków komentujacych to co mówi brytyjska prasa na temat naszego premiera i jego wypowiedzi zaraz po meczu z Austrią. Wówczas oświadczył , że ,,zamordowałby… wiecie kogo” Anglicy moralizują, gadają, że premier nawołuje do przestepstwa. Tymczasem on zachował się normalnie jak każdy wkurzony kibic. I tyle.
Kurz bitewny powoli opada. Jutro zagramy sobie z Chorwacją, we wtorek chłopaki się spakują, a w środę wyjadą. Czemu tak sadzę? Nawet zakładając, że nasz zespół oszaleje, Chorwatom nie będzie się chciało i wygramy, to nie wierzę, że Niemcy pozwolą sobie na porażkę z Austrią i to taką, która wypchnęłaby ich z turnieju.
Nie wiem czy wiecie, że nawet gdyby sędzia Webb nie gwizdnąłby karnego, to żeby grać dalej musielibyśmy zwyciężyć różnicą dwóch bramek z Chorwacją, ale wówczas to oni wylecieliby z turnieju? Proszę oto wyliczenie. Chorwaci mają sześć pkt, gdyby nie Webb i karny to my mielibyśmy trzy, Niemcy po wygraniu z Austrią – sześć. Pokonujemy Chorwację i trzy drużyny miałyby po sześć punktów. Wówczas decydowałaby tak zwana małą tabela, czyli różnica bramek tylko między zainteresowaną trójką. Niemcy mają 3:2 (1:2 z Chorwacją, 2:0 z Polską). My 0:2, Chorwaci 2:1. Gdybyśmy wygrali 2:0, nasza różnica wynosiłaby 2:2, a Chorwatów 2:3. My i Niemcy gralibyśmy dalej, a Chorwaci – mimo zdobycia sześciu punktów – jechaliby do domu. Ale – jak już wspomniałem – czy oni mając nóż na gardle daliby się tak pokonać? Nie sądzę. Tak więc ten remis nie jest aż takim nieszczęściem, bo swoje szanse pogrzebaliśmy gładko ulegając Niemców. Zostawmy więc nieszczęsnego Webba, bo to w sumie dobry sędzia. Tyle, że gwizdnał nam tego smutnego karnego. Ciekaw jestem czy potem, jak to obejrzał miał wątpliwości? Widziałem już bardziej wymyślone jedenastki. Na przykład zawodnik dostał piłką w łokieć, a dodatkowo był odwrócony i co? – wapno! Tyle, że było to w trzeciej lidze, w ustawionym meczu i na pewnym lubuskim stadionie…

