platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Archiwum: lipiec 2008

Pekin na horyzoncie

Już za kilka dni Pekin. Będę tam. Lecę w najbliższy wtorek. Z Berlina do Frankfurtu nad Menem, stamtąd do Pekinu. Ten drugi lot, bagatela, prawie 10 godzin i przekroczenie strefy czasowej. W sumie pojawię się  w mieście igrzysk w środę o 6.20, kiedy u nas  będzie jeszcze wtorek 23.20, bo różnica wynosi siedem godzin. 

Na razie  się specjalnie nie podkręcam, bo to jeszcze pięć dni, ale już powoli myślę o tej najdłuższej w życiu podróży. Liczyłem, że przed wyjazdem jeszcze obejrzę polską ekstraklasę. Niestety, nic z tego. Znów chyba nie zagrają. Czy to przekładanie ma jakiś sens? Chyba nie…         

Ładowanie akumulatorów

Miałem ostatnią luźną sobotę. Potem już wszystkie będą zajęte, ale taki urok naszej pracy. Zresztą jak czasem w sobotnie popołudnie, co zdarza się jedynie w lipcu, łażę   po domu, to żona mnie często pyta: – Co ty? Nie masz jakiegoś meczu?

W sobotę musieliśmy wyskoczyć na Dolny Śląsk, żeby odwiedzić moją mamę, która jest w szpitalu. Jechaliśmy drogami trzeciej i chyba jeszcze niższej, kategorii. Muszę wam powiedzieć, że nie wyglada to tak źle. W wioskach nowe domy, ładne ogródki, jakby czyściej dookoła. W miasteczkach też się biorą za drogi, elewacje i wygląd . Coś drgnęło. Oczywiście  nie wszędzie, ale wrażenie jest zdecydowanie lepsze niż przed kilku laty, kiedy tamtędy jechałem. Może czasem trzeba przychylniej spojrzeć na tę naszą rzeczywistość?

Posłowie poszli na urlop. Dziękujemy, nareszcie będzie trochę spokoju. Przynajmniej cztery tygodnie przerwy w wypasach gębowych. Przeczytałem gdzie wybrańcy mają spędzać sierpień. Ci to mają życie! Niech sobie ładują akumulatory, tylko bez przesady. Do kolejnych wakacji pozostanie 11 miesięcy. Jakoś musimy ich znosić. Niestety…                   

Taniec na lodzie

Myślałem, że dziś popatrzę sobie na piłeczkę. Nie popatrzę. Numery  dziejące się przedwczoraj, wczoraj były kontynuowane. PZPN mówi: gramy! Ekstraklasa: nie gramy! Pięknie. W sumie decyzja centrali o tym by ,,zamrozić” odwołujacych się Koronę z Zagłębiem i przystapić  do sezonu była słuszna. Jej odpryski biją jednak w innych.  GKP miał według terminarza grać najpierw z Koroną, potem z Zagłębiem. Ma teraz wielką dziurę. Gorzowianie pewnie pokombinują jakieś sparingi,  ale to przecież nie to samo co liga.

        W sumie ta cała sprawa pięknie wpisuje się w głębię pustki w jaką popada nasz futbol. Pisałem o tym wielokrotnie. Czemu nie możemy szybko ukarać winnych i zaczać nowy rozdział? Tego nie można zrozumieć. A potem, jak słusznie zauważył Czytelnik (pozdrowienia), pani od ,,tańca na lodzie” podejmuje decyzję, która rozwala rozgrywki ligowe.

Najbardziej wygrany jest na tym Widzew. Łodzianie nie poniosą kary, choć robili to samo co Arka czy Górnik Łęczna. To jest żenujące, nawet jeśli zgodne z paragrafami. Komunikat brzmi bardzo ładnie: ,,Widzew zajmie w pierwszej lidze miejsce  Polonii Warszawa, która po połączniu z Groclinem gra w ekstraklasie”. Szkoda tylko, że nie dopowiedziano, że w miejsce Polonii dokooptowano  spadkowcza z drugiej ligi w tamtym sezonie, ŁKS Łomżę. I teraz trzeba biedną ekipę z Łomży zwyczajnie z ligi wyrzucić. Na dzień przed startem…      

Ratunku!

,,Idiotyzm sytuacji wzrasta”. Tak w didaskaliach pewnej jednoaktówki  pisze Sławomir Mrożek. Szkoda, że wielki pisarz wyjechał z kraju, bo miałby piękny temat do inspiracji.

 To co się dzieje w polskiej piłce przeszło już  wszelkie normy. Trybunał przy PKOl odwrócił wszystko do góry nogami. Okazuje się, że korupcja w wykonaniu Zagłębia i Widzewa jest przedawaniona! To są jakieś jaja. Czemu wcześniej tego argumentu nie zastosowano wobec Arki i Górnika Łęczna? To wszystko dzieje się na dwa dni przed ligą!! Nawięcej dostała Arka. Wcześniej z tych samych paragrafów wywalono ją z ligi. Tego lata trzy razy była w ekstraklasie i tyle samo razy ją z niej goniono. A Piast Gliwice? Ma grać baraż, potem jest w pierwszej lidze, następnie w ekstraklasie i znów ma baraż.

To nie do wyrzymania! Po prostu już nie tylko władze polskiej piłki, ale ośmiesza się cały polski sport! Takie numery mogą się dziać w jakiejś republice bananowej, a nie w poważnym europejskim kraju!    Ale dzieją się. Tu i teraz. Ratuunkuuu! 

Koniec laby

No dobra. Koniec laby. Pojutrze startuje ekstraklasa, w sobotę pierwsza i druga liga. Futbol to jest futbol. I nic tego nie zmieni.  Inne dyscypliny to przy nim bracia mniejsi.

Pewnie, że wolałbym aby nasze stadiony były piękne, pełno widzów, żadnych zadym i buractw. Do tego jeszcze mądre kierownictwo… Ale byłoby fajnie! Niestety, na razie nie jest. Ale gdzieś tam widać jakieś zalążki nowego. Może z tego coś wyrośnie? Oby. U nas też jakby lepiej. GKP w pierwszej lidze, trzy kolejne ekipy w drugiej. Ciekaw jestem co oprócz zmiany nazwy przyniesie reforma naszego futbolu? Oby coś  z tego wyszło.

Wiem, że to utopia, ale marzą mi się na Ziemi Lubuskiej fajne typowo  piłkarskie stadiony na 5-10 tysięcy widzów, z obowiązkowym oświetleniem  bez pooranej bieżni dookoła, zniszczonych skoczni, połamanych ławek i wyrwanych płotów. Mecz w sobotni wieczór,  jak  gdzieś w  Europie.  To byłaby radocha!  Może się doczekamy? Kto wie…        

Peleton i dziwne gadki

To była jedna z ostatnich sobót, a praktycznie ostatnia kiedy miałem labę.  Za tydzień rusza sezon piłkarski, potem jadę do Pekinu na igrzyska., więc kolejne soboty zapowiadają się jako gorące, albo bardzo gorące.  Ostatnio musiałem pocieszać redakcyjnego kolegę Artura Matyszczyka, po tym jak wywalili z wyścigu jego faworyta ,,Kobrę” Riccardo Ricco. Artur typował go nawet na zwycięzcę. Kobra jednak nafaszerował się koksem i noc z czwartku na piątek spędził nie w hotelu, ale w areszcie. Rozumiem Artura. Pisze o tym wyścigu, ma nadzieję, że teraz już kolarze skończą z dopingiem. Niestety, chłopaki nadal biorą różne świństwa. I nie chcą przestać…

W tej sytuacji ciekawszy niż świecący peleton jest ujawniony fragment miłej rozmowy prezydenta z ministrem  spraw zagranicznych. Ale sobie fajnie pogadali! Prezydent przepytywał ministra niczym śledczy gościa podejrzanego o zwinięcie firmowej kasy, minister groził, że wyjdzie. Doczekaliśmy się ciekawych czasów. I jak w tej głupawce sport ma być normalny. No jak?

Pewnie pojawią się pytania co sądzę o Legii. To było straszne! Potworne! Tak nie można. Jestem strasznie zawiedziony ale nadal kibicuję tej drużynie. To się nie zmieni.

Tylko bez zadęcia!

Byłem ostatnio na pogrzebie znajomego. Strasznie nie lubię pogrzebów, ale kto je lubi? Powiem szczerze, że wkurzyłem się widząc jak ksiądz szybko, niczym automat,  odfjakował swoje, przy czym nie miał absolutnie słuchu i strasznie fałszował (czy oni tam w seminariach nie mają zajęć z muzyki?).  Ale ksiądz mieścił się jeszcze w normie. Jeden z orkiestrantów był chyba lekko trafiony. Miał kłopoty z utrzymaniem pionu, wydawało  mi się, że pewnie musiał coś przyjąć w przerwie między pogrzebami.

Pomyślałem sobie że nie mam ochoty by mnie chował podobny zestaw. To ostatecznie utwierdziło mnie w przekonaniu w którym od dawna tkwiłem. Mój pogrzeb będzie całkowicie świecki. Żadnej smutnej  orkiestry z facetami o zmęczonych twarzach, żadnej fałszującej trąbki. Poproszę o piosenki, które szły za mną przez cały czas. Będą więc Beatlesi, osobno Lenonn, Mc Cartney, Harrison. Potem  Bob Dylan (koniecznie ścieżka dźwiękowa z kultowego filmu Pat Garret i Billy Kid, na czele z ,,Pukając do nieba bram”). Musi być moja ukochana ekipa rockendrollowa, czyli Credence Clearwater Revival. Jasne, że Deep Purple i Slade. Z polskich  Skaldowie, Tadeusz Woźniak, stary wspaniały  Tadeusz Nalepa, coś z Niemena.    

  Ta lista jest dłuższa. Kiedyś spokojnie ją uszczegółowię i dam mojej ukochanej żonie, na którą zawsze mogę liczyć. Jeśli  ktoś  będzie chciał coś powiedzieć, to proszę bardzo. Tylko błagam: bez zadęcia, trucia i naciągania, którego tak strasznie nie lubię.                           

Ostatni klaps

Wczorajszy wieczór spędziłem na planie filmowym (tak, tak!). Kończyliśmy zdjęcia do filmu ,,Osiem w poziomie” grupy Sky Piastowskie w reżyserii Grzesia Lipca.

Grzesia znam  od dziecka, bo przez lata byliśmy sąsiadami. A zaczęło się od turnieju piłkarskiego na naszym starym, osiedlowym boisku. Turniej miałem przyjemność prowadzić przez wiele lat. Grzesiu (wtedy wszyscy wołali na niego Gieniu, ale ta ksywa zniknęła i nie wiem czemu) pomagał mi, nosił siatki na bramki, wywieszał terminarze spotkań itd. To tam po raz pierwszy pojawiła się kamera filmowa i chłopaki nagrali kawałek jakiegoś meczu. Potem założyli grupę, zrobili się znani. Były sukcesy, festiwale i nagrody.

Miałem przyjemność grać w dwóch filmach. W pierwszym ,,Że życie ma sens” także moja żona Krystyna, nasze poprzednie mieszkanie i kot Absolwent (choć kot został wycięty i w sumie nie zagrał), potem był fajny epizodzik w ,, Dzień w którym umrę” i teraz ,,Osiem w poziomie”. Wierzę, że Grzesiu zrobi profesjonalną karierę i mam nadzieję pojawiać się, choćby tylko w epizodach, już w zawodowych jego filmach. Bardzo mnie to kręci. Tymczasem posyłam Wam zwiastuna ,,Osiem w poziomie” Zobaczcie. Może  przyjdziecie na premierę 30 sierpnia? Zapraszam         

 Oto link:

 http://pl.youtube.com/watch?v=sBIn3-MaGoo

Pioruny i poezja

Milczałem prawie dwa dni, ale niedzielę spędziłem w redakcji, a w sobotnie popołudnie byłem w Dąbrówce Wielkopolskiej, gdzie najstarszy klub Ziemi Lubuskiej, Sokół miał jubileusz 85-lecia.  Wyobraźcie sobie że ten B-klasowy klub ma piękny stadion i wspaniale utrzymaną murawę. Okazuje się, że można. 

Wracam jeszcze do nieszcześliwego piątku. Zakończyła go piękna burza. Ale waliło! Akurat wracałem do domu i choć się nie boję, to jakiś niepokój był. Przypomniałem sobie zdarzenie sprzed kilku lat. Sędziowałem wówczas mecze w zielonogórskich szóstkach. Graliśmy  jeszcze na starym, asfaltowym boisku na tzw Kaczym Dole, położonym w środku osiedla. Tak jak w piątek było parno, duszno, po prostu fatalnie. Nagle podczas ostatniego meczu nadciągnęły chmury. Trzasnęła okropna burza. Obie drużyny i ja uciekliśmy do budek rezerwowych, słusznie kombinując, że wokół tego boiska są wyższe punkty. Tylko jeden zawodnik pobiegł w drugą stronę i usiadł pod jednym z trzech wysokich drzew. Wszyscy krzyczeli ” Uciekaj, sp….j, idioto,  co robisz? Ale pioruny waliły, deszcz szalał i gość tylko pokazywał na migi, że nic nie słyszy. Nagle piorun uderzył w jedno z tych drzew. Ognista kula poleciała od czubka do ziemi. Facet krzyknął jak kot z kreskówek, poderwał się i pobiegł przed siebie. Miał szczęście, drzewo obok było ciut wyższe od tego pod które wlazł i to w nie walnął piorun. Jaki z tego morał? Trzeba albo słuchać  rad, albo mieć szczęście.

Dziękuję ,,Statchowi”  za piękny wpis. To prawda, odrobina poezji w tej naszej wariackiej bieganinie jest czasem potrzebna. I warto zwolnić, zredukować bieg i trochę się wyciszyć… Pozdrawiam kibica Kolejorza ,,Keva 72″. Oczywiście będę kibicować Lechowi w meczu pucharowym i wierzę, że spokojnie pokona Azerów. Trzymajcie się!                  

To nie koniec

Pisałem o fatalnym początku dnia. Potem nie było lepiej. Najpierw dowiedziałem się o strasznej wtopie Legii z FC Basel. Potem miałem straszny młyn. Wróciłem na godzinę do domu. Ale to nie koniec. Spokój zburzyła żona. Otóż poszła do sądu wypełniać jakieś dokumenty związane z hipoteką .  Położyła kluczyki od samochodu na stole, gdzie kilka osób wypełniało wnioski. Odeszła na chwilę do okienka. Kiedy załatwiła sprawę zobaczyła, że nie ma kluczyków. Szukała, pytała… Nie ma. Chciała zadzwonić po mnie, żebym przywiózł zapasowe. Zapomniała komórki!!! Więc z buta na autobus, do domu. Potem razem do miasta i powrót. Wszystko w starszliwej duchocie. No, ale od kilka godzin jest spokój. Pech śpi. I niech tak zostanie…

Pamiętacie małą Hanię o której już pisałem, a która walczy z rakiem? Przesyłam wam link. Zobaczcie jak ta dzielna dziewczynka zmaga się z chorobą i bólem. Jeśli możecie to pomóżcie.   Wiem, że się powtarzam, ale o tej sprawie warto mówić znów, znów i znów…

Pozdrawiam

Link:           

http://www.youtube.com/watch?v=wgCmFSvv0Zk