platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Muszą brać

Czytelnik podpisany jako Grzesiek (serdeczne pozdrowienia!!!)  pyta mnie kto wygra Tour de France.  Chyba jeszcze za wcześnie już kogoś typować. Wszyscy mówią, że Evens. Zobaczymy. Dla mnie niedopuszczalne jest to, że w wyścigu nie jedzie ubiegłoroczny triumfator Alberto Contador. Martwi mnie też, że jedyny Polak, Sylwester Szmyd  co etap zbiera po kilka minut straty. Jak tak dalej pójdzie będzie wiózł napis ,,Koniec wyścigu”.

Mój redakcyjny kolega powiedział, że nie interesuje go czy kolarze się szprycują, czy przetaczają sobie krew, albo stosują EPO. To jest piękne, to go interesuje i jest tym zachwycony. Wszystko inne się nie liczy. Dodał, że skoro koksują się juniorzy gdzieś na lokalnych wyścigach  wojewódzkich, to tym bardziej mogą w TdF. – A zresztą - powiedział  – przecież bez wspomagania nie da rady podjechać pod te wzniesienia w Alpach i Pirenejach. Jeśli samochody się psują , to ludzie żeby wspiąć się rowerem na szczyt, muszą coś brać. I biorą. Organizatorzy o tym wiedzą, więc dopingowiczów ścigają raczej umiarkowanie. A wy co o tym sądzicie?

W jednym z wcześniejszych tekstów pisałem o tym  co wyrabiają banki. Właśnie staram się o kredyt więc odczuwam to na własnej skórze. Nie napiszę gdzie, bo mi jeszcze nie dadzą, ale moja zdolność kredytowa przez tydzień zmalała  o mniej więcej 20 procent.  Nie podobała się wysokość zarobków netto, mimo iż dałem pismo z porządnej firmy z  pieczątkami i wszelkimi podpisami. Zaczęło się piętrzenie różnych trudności. Są one oczywiście do pokonania, ale kosztują wiele nerwów i zdrowia.  Po pierwszej rozmowie wydawało się, że oni się cieszą, że chcę być ich klientem, a kredyt to będzie bułka z masłem. Po kilku rozmowach wychodzi na to że ja mam się cieszyć jak dostanę kredyt, bułka jest czerstwa,  a masło cokolwiek zjełczałe. Jem jednak, bo co mam robić? Ktoś napisał ,,banki to pikuś a co wyrabia ZUS?”. No właśnie. Nic dodać, nic ująć.    

       

Taniec z bankami

Usłyszałem ostatnio, że poddano kontroli kilka firm i ukarano za nieprawdę w reklamie albo przemilczanie faktów sprawiających, że oferta nie jest już tak atrakcyjna.

 Nie wiem ile telefonów otrzymałem z banków, które proponowały mi karte kredytową na ,,znakomitych warunkach, tylko dla pana jako naszego stałego i dobrego klienta”. Na szczeście moja żona jest domowym ministrem finansów, potrafi wszystko szybko przeliczyć i mądrze wybrać ofertę. A jest tam kilka pułapek w które wpadają naiwni. Jednak nie zawsze się uda. Np. otrzymujesz korzystne warunki od  poważnego banku na kartę z limitem . Jest OK. Bierzesz. Tyle, że po roku otrzymujesz wiadomość, że oprocentwanie karty wzrosło i to na tyle, że cała akcja staje się nieopłacalna. I co ma zrobić klient? Nic. Płaci i się wścieka.

A tak reklamowane kredyty hipoteczne? Zainteresowaliśmy się nimi. Wydawało się to bardzo proste. Stałe zarobki, bez wiekszych zadłużeń itd. Zostaje kwestia wieku. To też nie wydawało się problemem.  W reklamie jednego z banków krzepki facet w średnim wieku mówi z uśmiechem, że opowiadali mu, że jest za stary i nie dostanie kredytu. A on  dostał! Fajnie. Ale jeden telefon wystarczy żeby dowiedzieć się, że owszem tak, ale musiał mieć 50 precent własnych pieniedzy, czego w reklamie już nie było. Gdzie indziej granica wieku kredytu hipotecznego jest tak ustawiona, że człowiek po 50-tce owszem, może go wziąć, ale na kilkanaście  lat. To nic, że przedstawi zabezpieczenia, w postaci  np. oświadczenia córki, która zobowiąże się spłacić resztę jeśli on zejdzie z tego świata przedwcześnie  (co jest oczywiście możliwe). Nie  z tego. Nie można, nie da rady, sorry… 

Zresztą banki średnio dbają o swoich klientów. Mój, któremu jestem wierny od lat, który obraca moimi pieniędzmi i gdzie  nie jestem osobą anonimową też zaczął marudzić. Jestem za stary, oni nie dają tak długich kredytów, jestem na granicy zdolności itd. Czy jako stary, dobry klien nie zasługuję na indywidaulne podejście? Pewnie  tak, ale oni o tym nie pomyślą. Nie mają tego w regulaminowych widełkach. Co mogę zrobić? Tylko przenieść konto tam, gdzie podejdą do mnie w sposób właściwy. I tak zrobię. Ale czy to coś zmieni w podejściu do klientów?  Nie sądzę. 

Zresztą o stosunkach klient – bank można by gadać jeszcze długo. Kiedyś źle obliczyliśmy ile musi być na koncie, żeby pobrano ratę kredytu. Pomyliliśmy się o dwa euro. Efekt? Pismo w ostrym tonie, że jak  nie będziemy spałacać w teminie, to oni nam pokażą. Ostatnio kiedy wpłaciliśmy  resztę kredytu i poprosiliśmy żeby zabrać je z konta i go rozliczyć do końca pieniądze pobierano z niego pięć dni. Wzięto po kilku telefonach. I co miałem zrobić? Napisać równie ostre pismo? No dobra kończę te narzekania. Oczywiście znajdę bank, który podejdzie do mnie porządnie, ale czemu musze go tak długo szukać? Wy też macie różne  przeboje z bankami?