platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Będzie piekiełko?

Cóż można powiedzieć? Tak jak większość  już nie liczyłem na cud ale miałem nadzieję, że pokażemy na koniec coś fajnego i odpadniemy z honorem. Nic z tych rzeczy. Szkoda. Kiedy jechaliśmy na mistrzostwa wierzyłem, że  Beenhakker nie podzieli losu Engela i Janasa. Wypadł jeszcze gorzej. Oni przynajmniej wygrali ostatnie mecze.

Uważam, że trzeba spokojnie i otwarcie pogadać co było nie tak. Bo przecież widzieliśmy jak na dłoni, że coś nie gra. Kilku naszych zawodników potrafi grać lepiej, w każdym meczu mieliśmy inne ustawianie, była seria kontuzji. A kiedy trener zaczął opowiadać, że mamy się cieszyć że awansowaliśmy, zapaliła mi sie kontrolka…  

 Beenhakker boi się polskiego piekiełka. W sumie ma czego. Teraz się zacznie. Odezwą się przeróżne mądrale, tacy którzy ,,wiedzieli, że tak będzie”, pojawią  się żądania zmiany szkoleniowca  itd. Owszem, można ten holenderski desant na polski futbol nieco zredukować, ale Beenhakker powinien dalej pracować. Przecież już jesienią eliminacje mundialu 2010 i dwa ważne mecze ze Słowenią i Czechami. Teraz, kiedy nasi już nie grają, trzymam kciuki za Holendrów i Turków. Czemu za nich? Pierwszych za całokształt, drugich za wielką wolę walki i ambicję. Chciałbym też żeby mistrzów i wicemistrzów świata wyrolowali Rumuni. Tylko czy to możliwe?

        

To już w niedzielę

Karuzela związana z meczem Polska – Niemcy kręci się coraz mocniej. Tradycyjnie napinamy się. – Wygramy, pogonimy ich – słychać. Z drugiej strony co mamy robić? Poddać się, zacząć płakać i prosić Niemców by nas tylko lekko zlali? Futbol jest dlatego wspaniały, że nie zawsze faworyt wygrywa, czasem ten słabszy ma lepszy dzień i wszystko mu wychodzi. Czemu tak nie może być w niedzielny wieczór?

Nie wiem jak Wy, ale mam zaufanie do Beenhakkera. To jest facet, który wie co robi. Jest świetnym taktykiem i już pewnie znalazł sposób  jak Niemców napocząć. To byłoby wspaniale!  Tak więc gryźmy ich na boisku. Zazdroszczę tym, którzy zasiadą przed telewizorem z chłodnym piwkiem w dłoni. Ja dyżuruję w redakcji. Mój kolega, który jest  na mistrzostwach zaraz po meczu  prześle relację. Trzeba ją jeszcze dać go gazety, tak by rano nasi Czytelnicy mieliby kamplet wiedzy o tym co działo się w Klagenfurcie. Nie wiem jak wy, ale ja obastawiam remis 1:1. Ciekaw   jestem jak będzie.