platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Jutro do domu!

Chyba macie rację. Nie wydaje się, żeby aktualny minister coś zmienił (też słyszałem że on lubi sobie dać w trąbkę). Wprawdzie zapowiada ostre działania po powrocie do kraju, ale w Atenach też tak mówili. Zacząłem ostatni normalny dzień pracy na igrzyskach. U mnie jest 10.30.(u Was 4.30). Biuro prasowe już lekko pustawe. Niedawno nie mogłem znaleźć wolnego stanowiska, a teraz mogę sobie wybierać.  Na 12.00 idę na finał futbolu Nigeria – Argentyna, potem jadę na finały kajakarzy (może oni poprawią nasze humory?) wreszcie wieczorem na lekką atletykę i pożegnanie ze słynnym ,,Ptasim Gniazdem”. Potem pisanie. W nocy powrót do hotelu. Rano pakowanko i o 14.00 wylatuję do Monachium. Po 10 godzinach tam będę, potem lot do Berlina, a stamtąd już samochodem do Zielonki.

No cóż. Było kapitalnie. Pobyt w Pekinie mogę nazwać największą przygodą w swoim dotychczasowym dziennkarskim życiu. Żeby tylko jeszcze nasi sportowcy chcieli wypaść lepiej! Ale to jakby temat na większą dyskusję. Igrzyska jeszcze wprawdzie trwają, ale nawet dwa medale dziś w kajakach nie zmienią oceny naszego startu. Bo był słaby. Mam nadzieję, że nie zanudzałem Was ani na blogu ani w gazecie. Jeszcze z Pekinu się raz odezwę i potem już z Polski. Tu gorąc, piekarnik, 34 stopnie. Dzięki za pozdrowiania i Wasze opinie. Trzymajcie się.

Kto to zmieni?

W niedzielę wyjeżdżam.  Tak mam wykupiony bilet, ale pewnie nie ja sam, bo od soboty zaczną wylatywać do siebie tłumy. W sumie nie obejrzę zamknięcia i finuszu maratonu. Przeżywałbym strasznie gdyby nasi siatkarze i piłkarze ręczni walczyli o medale. A tak w sumie nie ma sprawy. W Atenach nie byłem na otwarciu, a obejrzałem zamknięcie, w Pekinie będzie odwrotnie. Nadzieja w kajakarzach, że wyrównamy liczbę medali z Aten. Jestem bardzo ciekawy czy dadzą radę, ale chyba tak.

Na oceny jeszcze przyjdzie czas. Pisałem o leśnych dziadkach w zwiazkach sportowych. I proszę, działacz lekkiej atletyki napity spał na trawniku w wiosce olimpijskiej. Wywalili go do kraju biedaka, a przecież on zachowaywał się tak jak wielu. Delegacja, diety, synekurki. Tym jest, niestety, obrośnięty polski sport.  Komuna dawno padła, ale w sporcie stare nawyki zostały. Minister na razie potrząsa szabelką, gromi. Tu trzeba działać. Zmienić cały system przygotowań, zrobić by forsa nie rozpływała się, zawodnik zajmował lokatę w drugiej dziesiątce, a nam się wmawia, że to dobre miejsce. Tylko czy ktoś to zrobi? Do tej pory, czy to z prawa czy z lewa, żaden minister sobie nie poradził. Może Drzewiecki? Jak myślicie?

Witaj złoto?

Niestety, nie widziałem na żywo finału ,,setki”. Tak to już jest na igrzyskach, że trzeba coś wybierać. Pojechałem na siatkówkę. Kiedy wróciłem do centrum prasowego na telebimie wiszącym na korytarzu wraz z wielkim tłumem oglądałem to. Ach ten Bolt! Przecież na ostatnich metrach on już się cieszył! Już nie śrubował rekordu, a i tak uzykał fantastyczny czas. Mam tylko nadzieję, że jutro nie okaże się, że był czymś nafaszerowany…

Dziś zapowiada się szalony dzień. Już rano  byłem w hali zapaśniczej. Niestety, Lubuszanka Monika Rogien przegrała walkę o wejście do półfinału w kat 63 kg. Była ta tyle wściekła, że nie chciała ze mną rozmawiać. Jechałem tam tylko dla niej i po to żeby nasi kibice mogli dowiedzieć się jak się czuje w Pekinie zawodniczka z naszych stron. Tak po wygranej walce jak i po porażce. Ale cóż mogłem zrobić? Było mi po prostu przykro….

Ale taką mam pracę i nie ma co narzekać. Jadę na tor wioślarski i wierzę, że bedzie złoto naszej czwórki z Michałem Jelińskim w skłądzie, potem pędem na podnoszenie ciężarów bo stratuje Szymon Kołecki. Na lekką i obejrzenie jak Ziółkowski daleko rzuci i zdobędzie medal nie mam już szans. Trzymajcie się. Oby dziś było dobrze!

Nareszcie!!!!

Wróciłem do hotelu. Jest już prawie 3.00 w nocy. Jestem pod wrażeniem. Miałem wielką radość oglądać na żywo jak na najwyższy maszt wciągają polską flagę, jak grają nasz hymn, jak cały stadion oklaskuje Polaka. Dla takich chwil warto było tu przyjechać. Tomasz Majdewski to fajny facet. nie żaden szpaner, sympatyczny gość. To też jest ważne. Utarł nosa Amerykanom. Ale była radocha w naszym dziennikarskim obozie!!!! A wcześniej srebro szermierzy. Też tam byłem!

Co do Legii, o której piszecie do mnie. No co ja mogę… To tragedia i komprmitracja. Tak, jestem jej kibicem ale potrafię też surowo ocenić. Tak robię.  Przegrać u siebie z FK Moskwa to prostu kicha. Pisze ArekFalubaz, że nie rozumie tej miłości do Legii. Panie Arku z miłością jest tak, że czasem trudno ją zrozumieć.

U Was zaczyna się dopiero wieczór, u mnie już zaraz będzie świtać. Pozdrawiam. Może jutro kolejne medale? Czemu nie!

Byłem w ,,kropli”

Wy jeszcze sobie smacznie śpicie, a ja już zaliczyłem pływalnię. To jedyne miejsce gdzie dla dziennikarzy są miejsca limitowane. Doczekałęm się, dostałem bilet i oczywiście poszedłem do tej słynnej ,,Kropli wody”. Jest na co popatrzeć. Napiszę o tym szerze, j w ,,GL”. Ale tym dla którego prawie wszyscy tam przyszli był Michael Phelps. To jest już megagwiazda. Jak tylko pojawił się na pływalni kamery śledziły jego każdy ruch. On spokojnie, jakby jadł bułkę z masłem walnął kolejny rekord i zaliczył kolejne złoto. Chwilę po ceremonii, jakby nigdy nic, wygrał półfinał na setkę motylkiem. Gość jest niemożliwy! Oglądałem po raz pierwszy na tych igrzyskach ceremonię wręczenia medali. Widziałem na podium Węgra, Norweżkę, Rosjanina. Od razu pomyślełem: a my nie mamy nawet małogo brązu!

Jeden z korespondentów pisze, że piwo było mi wczoraj potrzebne na smutki związane z porażką Legii. Nie to  było wcześniej. Kiedy wróciłem do hotelu i kuknąłem w internet było 1:2 i 67 minuta. Pomyślałem że może jeszcze coś zrobią. Gdzie tam. Zajrzałem, był ,,full time” i nadal 1:2. Jak tak można??? Który raz Legia przegrywa z kimś kto jest w jej zasięgu i to u siebie? To doprawdy wstyd.

 Jestem natomiast pod wrażeniem Lecha. To nic że rywal bardzo średni. Gra się dla publiczności, ofensywnie i strzela się gole. O to chodzi w futbolu. Obiecałem sobie, że wybiorę się do Poznania na mecz w kolejnej rundzie. I zrobię to! W Pekinie pierwszy raz od kiedy tu jestem ( to już 9 dni) wyszło słońce. Może dla naszych sportowców też zaświeci? Oby.  

Żeby choć dziesięć

Nie myślcie że o Was zapomniałem. Rano wpisywałem się na blogu i nagle coś urwało. Próbowałem, ale strona nie funkcjonowała. Dlatego dopiero teraz się odzywam. Zarwałem się o 7.00 rano, bo byłem przekonany, że polscy siatkarze grają o 10.00, tymczasem okazało się, że o 12.00, a w sumie wyszło, że o 13.00, bo przedłużyło się poprzdenie spotkanie. Ale obejrzałem bardzo ciekawy mecz Rosja – Niemcy. To była siatkówka! Ale nasi też fajnie wypadli. Wprawdzie Egipt to żaden rywal, ale u naszych było widać chęć do gry taką złość, która cechuje pewne siebie zespoły. Kto wie może coś z tego wyjdzie.

Prosto z siatkówki pojechałem na piłkę ręczną. Jak można było przegrać wygrany już mecz? No jak? Fakt, że sędziowe nas skrzywdzili , ale nie można wszystko zwalać na jedną złą decyzję. Trener Bogdan Wenta powiedział, że jest wkur….y. My też trenerze, my też. W Pekinie wrócił upał. Znów na dworze jest piekarnik, a w autobusach, halach i biurach prasowych lodówka. Jak oni to wytrzymują? 

 Słabo nam idzie na tych igrzyskach. Pamiętam jak w Atenach napadliśmy na szefa PKOl-u że zdobyliśmy tylko 10 medali. Zaczynamy się modlić żeby było choć 10. Pozdrawiam

Bijemy Niemców

Tu Pekin. Dzień dobry. Ogolić Niemców do zera i to w pierwszym meczu turnieju, to jest to! Jasiu z Osiedla Piastowskiego pyta czy byłem na którymś meczu. Oczywiście pojechałem na siatkarzy. Nie wyrobiłem obejrzeć obu, bo  odległość między halami jest ogromna. Ale to miło. To tak jak wygrać u nas derby, nieważne w jakiej dyscyplinie. Teraz siatkarze mają na rozpisce Egipt, uważam, że ,,pykną” go bez problemów. Bardziej się boję o Złotka. Dziś grają z Chinkami (u Was o 14.oo, u mnie o 20.00). Są lepsze, wyżej notowane, ale tłum Chińczyków jaki będzie szalał na widowni, presja. To je może powalić. Tym bardziej, że w meczu z Kubą niczego nie pokazały.

Kev 72 pyta czy są tu ładne hostessy. Tak,  dziewczyny są niczego sobie. Co ciekawe biją na głowę chłopaków. Ci są jacyś tacy mali, a jak trochę większy, to znów brzydki.  Jak już Wam pisałem są bardzo sympatyczni i uprzejmi. Wczoraj kiedy przyjechalismy w strugach deszczu na siatkówkę, pod halą czekali wolontariusze z parasolami! Brali pod rękę każdego z nas i przeprowadzali do drzwi żebyśmy nie zmokli. Czułem się nawet głupio. Ale jak mi objaśnił jeden z nich, to wynika z uprzejmości i gościnności. W sumie młodzi ludzie są otwarci, ciekawi świata. Rozmawiają po angielsku, a przynajmniej na tyle, że można z nimi nawiązać jakiś kontakt.

Ale im dalej od miejsca igrzysk tym gorzej. Wczoraj wiózł nas taryfiarz. Ten już był niemal poliglotą bo umiał powiedzieć ,,yes i no”. Ale i tak miał kłopoty z dowiezieniem nas tam gdzie chcemy. Dziś w Pekinie pogoda taka jak chyba teraz w Polsce , czyli 25 stopni, a nad miastem wiszą chmury. Oby  nie zaczęło padać, bo się wścieknę! Pozdrawiam i dzięki za zaglądanie tutaj.

Co za gniazdo!

Pyta mnie Norberto jak inauguracja. Rzeczywiście pisałem do gazety, ale zapomniałem tu wspomnieć. Wspaniale. Chińczycy się postawili, zrobili cudowne widowisko, oparte nie jedynie na elektronice, ale na ludziach (z tym to nie mają problemu). Rozdziawiałem gębę, Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Stadion Ptasie gniazdo jest odlotowy. On jest wkopany w ziemię. Siedziałem w połowie jego wysokości a tylko kilkanaście schodów  prowadziło w dół, do wyjścia. Coś pięknego.

 Kończy się pierwszy dzień (w Pekinie mam 20.00)  a występy naszych słąbiutkie. Złotka nic nice pokazały, byłem oglądałem.  Tylko nasza Sylwia Bogacka może zaliczyć start do udanych. Chyba udam się na chińskie piwo, jakieś ichnie cuda i do hotelu, bo jutro od rana ostre działanie. Grają ręczni i siatkarze. Może oni coś pokażą?  Pozdrawiam

Parno, duszno, bezsennie

Kiedy tylko słyszałem o problemach tych, którzy znaleźli się w innej strefie czasowej uważałem, że przesadzają. Ale sam to odczuwam. Pierwszą noc spędziłem w samolocie, ale druga, już w hotelu, była też trudna. Kiedy o u mnie była 1.00 w Polsce 19.00, więc niemal jak środek dnia. Nie chciało mi się spać! Kiedy w końcu dałem radę, trzeba było zaraz wstawać, bo tu od rana ruch. Dla mnie z kolei 8.00 była jak 3.00 dotąd, czyli pora kiedy pięknie się śpi. Cóż było robić? Czytałem, obejrzałem jakiś film. Zajrzałem jak tam Wisła. Było wówczas 1:o, ale rano znów popatrzyłem i skończyło się piątką. To bardzo dobrze.

Ale już dość, bo pomyślicie, że jestem na wspaniałej imprezie i jeszcze narzekam. Nie, po prostu piszę jak jest. Pogoda tutaj taka jak wczoraj. 35 stopni, parno i duszno. Smog i chmury nie dopuszczają słońca. Ponoć tak będzie do końca. Wczoraj wieczorem byłem na przyjęciu dla dziennikarzy w hotelu Continental. Było super jedzenie i wszelakie alkohole. Kev 72 pyta czy próbowałem już wódeczki. Nie. Dałem sobie spokój, bo kilka lufek w tym upale mogłoby mnie zwalić z nóg. Ale chińskie piwo przetestowałem. Całkiem fajne. Dziś jeszcze mam względny luz, ale jutro otwarcie, a w sobotę raniutko już jestem na strzelnicy. Startuje Sylwia Bogacka. Może zaczniemy od mocnego akcentu? Byłoby fajnie.

Nieustannie pozdrawiam swoich stałych Czytelników. Specjalne ukłony dla starego kolegi Borówki, który wreszcie zajrzał do mojego bloga.

Jestem w Pekinie!

Witajcie!

Smacznie sobie śpicie, bo na Ziemi Lubuskiej jest 3.30 w środę nad ranem, a ja już jestem w hotelu i piszę do Was. Dotarłem choć podróż przez pół Europy i Azję nieco mnie wykończyła. Na razie wszytsko mnie tu zaskakuje. Chińczycy są strasznie pomocni. Aż dwóch odprowadzało mnie do autobusu z lotniska, bez przerwy mnie sredecznie witali. W hotelu nie pozwolili mi nieść torby a do pokoju odprowadzały mnie dwie hostessy no i boy z moją torbą. Czułem się naprawdę głupio. Niestety, jest smog, temeratura gdzieś 35 stopni i straszna wilgotność. Na razie Pekinu zobaczyłem tyle co z okien autobusu, ale jak tylko trochę odsapnę wezmę prysznic to ruszam w miasto. Postaram się szybko odezwać. Pozdrawiam wszyskich. Dzięki za życzenia. Szczególne ukłony dla  Keva 72 i Statcha. Oni są ze mną od początku.  Chińczycy w odróżnieniu od niektórych nie mają kłopotu z umiejscowieniem Polski. To miłe. Młody człowiek który mnie odprowadzał do autobusu dziwił się że jestem z Polski a  przyleciałem z Frankfurtu nad Menem , a nie z Warszawy ewentualnie z przesiadką z Moskwy. Wytłumaczyłem mu, że mojdego domu do Berlina jest niecałe 200 km, a do Warszawy prawie 500. Zrozumiał.