platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Kto to zmieni?

W niedzielę wyjeżdżam.  Tak mam wykupiony bilet, ale pewnie nie ja sam, bo od soboty zaczną wylatywać do siebie tłumy. W sumie nie obejrzę zamknięcia i finuszu maratonu. Przeżywałbym strasznie gdyby nasi siatkarze i piłkarze ręczni walczyli o medale. A tak w sumie nie ma sprawy. W Atenach nie byłem na otwarciu, a obejrzałem zamknięcie, w Pekinie będzie odwrotnie. Nadzieja w kajakarzach, że wyrównamy liczbę medali z Aten. Jestem bardzo ciekawy czy dadzą radę, ale chyba tak.

Na oceny jeszcze przyjdzie czas. Pisałem o leśnych dziadkach w zwiazkach sportowych. I proszę, działacz lekkiej atletyki napity spał na trawniku w wiosce olimpijskiej. Wywalili go do kraju biedaka, a przecież on zachowaywał się tak jak wielu. Delegacja, diety, synekurki. Tym jest, niestety, obrośnięty polski sport.  Komuna dawno padła, ale w sporcie stare nawyki zostały. Minister na razie potrząsa szabelką, gromi. Tu trzeba działać. Zmienić cały system przygotowań, zrobić by forsa nie rozpływała się, zawodnik zajmował lokatę w drugiej dziesiątce, a nam się wmawia, że to dobre miejsce. Tylko czy ktoś to zrobi? Do tej pory, czy to z prawa czy z lewa, żaden minister sobie nie poradził. Może Drzewiecki? Jak myślicie?

Pekin na horyzoncie

Już za kilka dni Pekin. Będę tam. Lecę w najbliższy wtorek. Z Berlina do Frankfurtu nad Menem, stamtąd do Pekinu. Ten drugi lot, bagatela, prawie 10 godzin i przekroczenie strefy czasowej. W sumie pojawię się  w mieście igrzysk w środę o 6.20, kiedy u nas  będzie jeszcze wtorek 23.20, bo różnica wynosi siedem godzin. 

Na razie  się specjalnie nie podkręcam, bo to jeszcze pięć dni, ale już powoli myślę o tej najdłuższej w życiu podróży. Liczyłem, że przed wyjazdem jeszcze obejrzę polską ekstraklasę. Niestety, nic z tego. Znów chyba nie zagrają. Czy to przekładanie ma jakiś sens? Chyba nie…