platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Typuję 2:0

Ale gwałtownie nam się skończyło lato! Przedwczoraj biegałem jeszcze w koszulce i w sandałach, a dziś kurtka i kryte buty. No i ten deszcz!  A wieczorem ma być jeszcze gorzej. O 13.00 wyjeżdżam do Chorzowa na mecz z Irlandią Płn. Będzie się działo! Ten mecz ma wielkie znaczenie, jak zresztą tej jesieni każdy. Jak wygramy, będzie handicap, impuls, strzał, by zrobić to samo w Słowenii. Bardzo liczę na zwycięstwo. Trochę jestem zmęczony bo miałem ubiegłego wieczoru małą imprezkę w miłym towarzystwie, ale nic to, przecież futbol wymaga ofiar.  Nie spodziewam się jakichś fajerwerków ale spokojnej wygranej, powiedzmy 2:0. Taki wynik obstawiam. Jeśli zdążycie wpiszcie przed meczem swoje typy. Porównamy kto z nas był najbardziej przewidujący. Wrócę gdzieś o 4.00, potem krótki sen i zaraz sprawdzę jak typowaliście.

Pozdrawiam

Z kocmołucha księżniczka

Ale radocha, co? Z Chorzowa wróciłem w niedzielę o 4.30 rano, ale o 8.30 już byłem na nogach, bo musiałem biec do redakcji i robić gazetę na jutro. To nic, przecież futbol wymaga ofiar. Bardzo się cieszę. Właśnie o tym wspominałem w swoim ostatnim wpisie. To jest piękne w futbolu, że nie zawsze teoretycznie słabszy musi przegrać. Liczy się dyspozycja dnia, iskra, szczęście i jeszcze kilka rzeczy. W sobotni wieczór w Chorzowie byliśmy lepsi i Czesi mogą się cieszyć, że udało im się strzelić gola. No i ten wspaniały stadion i atmosfera. To było piękne! To jest odpowiedź na pytanie dlaczego kochamy futbol. Oczywiście w polskim wykonaniu czasem bywa on przaśny, czasem brudny, ale w sobotę nasz kocmołuch i brzydal zamienił się w piękną królewnę.  I o to chodzi. Oby tak częściej.

Rzeczywiście lepszego prezentu urodzinowego nie  mogłem sobie wymarzyć. Dziekuję serdecznie za życzenia, a Kev-a 72 zapraszam do redakcji po program z meczu. Postawił na 1:0 dla nas i niewiele się pomylił.   

   

Wszystko przez niego!

No  to  jedziemy do domu. Jak to u nas wszystkiemu teraz będzie winny angielski sędzia. Owszem, decyzja była  kontrowersyjna. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Lewandowski ściągał w dół rywala i to w momencie kiedy w pole karne leciała piłka zagrywana z rzutu wolnego. Inna sprawa, że futbol zrobił się tak dynamiczny tak ostry i szybki, że przepychanki w polu karnym w czasie wykonywania rzutów wolnych i rożnych to normalka.  Wszyscy mówią, że jedenastki nie było. Komentatorzy, trener, kibice.  W porządku. Ale twierdzenie, że sędzia Webb pomagał Austriakom, że czaił się by nam zrobić krzywdę,  to przesada.

Szkoda, że w tym zwalaniu winy na arbitra zapominamy, że przez 30 minut graliśmy potwornie i gdyby nie Boruc to Austriacy wygrywaliby 2:0 i byłoby po meczu. Czemu tak daliśmy się zepchnąć i stłamsić? To mnie bardzo nurtuje i boli. Znów ostatni mecz mistrzostw gramy o honor, znów jedziemy do domu. No, ale teraz wreszcie mamy sprawcę. To 37-letni angielski angielski sędzia, bodaj policjant z zawodu,  Howard Webb.

To już w niedzielę

Karuzela związana z meczem Polska – Niemcy kręci się coraz mocniej. Tradycyjnie napinamy się. – Wygramy, pogonimy ich – słychać. Z drugiej strony co mamy robić? Poddać się, zacząć płakać i prosić Niemców by nas tylko lekko zlali? Futbol jest dlatego wspaniały, że nie zawsze faworyt wygrywa, czasem ten słabszy ma lepszy dzień i wszystko mu wychodzi. Czemu tak nie może być w niedzielny wieczór?

Nie wiem jak Wy, ale mam zaufanie do Beenhakkera. To jest facet, który wie co robi. Jest świetnym taktykiem i już pewnie znalazł sposób  jak Niemców napocząć. To byłoby wspaniale!  Tak więc gryźmy ich na boisku. Zazdroszczę tym, którzy zasiadą przed telewizorem z chłodnym piwkiem w dłoni. Ja dyżuruję w redakcji. Mój kolega, który jest  na mistrzostwach zaraz po meczu  prześle relację. Trzeba ją jeszcze dać go gazety, tak by rano nasi Czytelnicy mieliby kamplet wiedzy o tym co działo się w Klagenfurcie. Nie wiem jak wy, ale ja obastawiam remis 1:1. Ciekaw   jestem jak będzie.